piątek, 22 sierpnia 2014

Nawet nie wiem od czego zacząć....

To wszystko jest zbyt trudne, aby zrobić cokolwiek. Nie mówię tu wcale o pisaniu pierwszej notatki, chociaż to też jest moim problemem, ale gdybym była po drugiej stronie jako czytelnik, domyśliłabym się, że chodzi o życie.
Jak często wasze noce, wydawały się jakby trwały wieczność? Albo ile razy dotykałaś poduszki i przewracałaś ją na drugi bok bo była mokra od łez?
Odpowiem, że ja każdego dnia.
Może czasami wydaję się zbyt szalona dla moich przyjaciół, ale ja sądzę, że oni są ślepi.
Ostatnio wszystko się zmieniło. Może to przez dorastanie? Najchętniej chciałabym zrzucić na nie całą wine- właściwie dlaczego nie? Przecież gdyby przeanalizować wszystkie złe rzeczy, które spotkały nas w życiu to dorastanie byłoby ich skutkiem. Przecież większość z was może potwierdzić, że dzieciństwo było najlepszym czasem w waszym życiu. Zabawy z przeskakiwaniem po kanapach by nie dotknąć niewidzialnej lawy, robienie baz, zabawy w chowanego do późna idt (zaznaczałam, że nie wszyscy. Na przykład nie ja.) lecz kiedy dorośliście wszystko stało się trudniejsze. To było jak przekraczanie jakiejś granicy przed, którą kiedyś próbowali ostrzec cię rodzice. Poszłaś do szkoły, przyjaciele z podwórka odeszli, poznałaś nowych fałszywych znajomych, przestały interesować cię dziecinne zabawy, zaczęłaś przejmować się tym co myślą o tobie inni, co doprowadziło do nadmiernego odchudzania lub zaprzestania bycia sobą. Potem było coraz gorzej. Czy nie jest to tak, że zaczął się okres nadmiernych obowiązków i prześladowania? Wtedy było najgorzej, mam to na końcu języka, ale samo wypowiedzenie tego budzi we mnie strach i okropne ciarki, chociaż muszę. Autoagresja- nie chcę się rozwijać z tematem, może w innej notatce do tego przejdę, myślę, że teraz nie jestem gotowa...
Jak cyrklem dookoła, w kółko bez wyjścia, nadeszła samotność.
 Pozostał tylko wrak człowieka, który gdzieś na dnie swojego serca przechowuje dziecko. Dokładnie to siebie z dzieciństwa. Różne mogą być wasze wizje, na przykład ja widzę siebie z zapłakaną twarzą, otwartymi ustami, krzyczącą "wróć!" trochę jak w horrorze. Życie to horror, a dorastanie to tylko potwór, którego zawsze baliśmy się zobaczyć.

Więc teraz musicie mi uwierzyć, że dozwolone jest zganiać winę za wszystkie złe rzeczy na dorastanie.

Właściwie miałam pisać o czymś innym, o swoim przeżyciu, ale taka już jestem. Zacznę jedno, nie skończę i pisze drugie. Może to tak ze mną jest, że za wcześnie dorosłam? Czasami myślę o tym, że powinnam urodzić się w czasach, kiedy moja babcia była nastolatką. Z tego co wywnioskowałam po jej historii, świat był wtedy inny. Mówiła, że ludzie nie żywili do siebie takiej nienawiści i nikt nie musiał na sobie odreagowywać stresu. Nie bali się chodzić do szkoły, że spotkają tam swojego wroga, albo kochali siebie takiego jakim się urodzili, ale wiecie co? Po przemyśleniu tego dokładnie zaczęłam się śmiać, bo zapomniałam wspomnieć, że w kilku momentach babcia napomknęła, że kilku jej znajomych popełniło samobójstwo. Zabawne, bo mam jeszcze nie jeden przykład.
A I wojna światowa? To nie tak, że Niemcy chcieli odegrać się na Francji za upokorzenie w 1871? (Nie chce mi się przynudzać historią, zostały jeszcze niecałe dwa tygodnie do szkoły, więc tutaj sobie odpuszczę).
A II wojna światowa? I znów Niemcy. Czytaliście może "Złodziejka Książek" Markusa Zusak? Nawet jeśli nie, to nie przejmujcie się pewnie i tak wiecie, że Hitler prześladował Żydów albo, że już wtedy powstała idea tego, że słowa czynią najwięcej w tym przypadku ranią.
Hitler nie używał przemocy by zjednać sobie kraj, nie strzelał, nie zabijał (na początku) . ON UŻYWAŁ SŁÓW. Kto wie czy stąd nie wzięło się powiedzenie, że słowa ranią bardziej niż czyny.

Więc niewybaczalny błąd, ale babcia kłamała. Od początku istnienia świata istniała nienawiść, a to wszystko przez ewolucje świata>< dorastaniu.

Nienawidzę dorastać. Pamiętam kiedy na lekcji religii w przedszkolu ksiądz powiedział, że gdyby pierwsi ludzie na ziemi (Adam i Ewa) nie zgrzeszyli,żylibyśmy jak w niebie. Mówił, że dorastalibyśmy tylko do trzydziestki i żyli wiecznie młodzi i piękni. Nie musielibyśmy pracować, nienawiść by nie istniała, świat ześwirowałby z miłości. Może nawet dorastanie wcale by nie raniło tak mocno jak oberwanie pięścią  w twarz. No cóż, nigdy nie dowiemy się co by było gdyby Adam i Ewa nie zgrzeszyli.

Może byłoby lepiej. Może.

(Nie znoszę sekretów świata)

3 komentarze:

  1. Jeju... nie chcę mi się wierzyć, że osoba tak wrażliwa,mająca fajne podejście od świata dała się wplątać w autoagresję i jakieś pro-anowe sprawy. Przykro mi, że tak się stało. Po przeczytaniu tej notki miałam wielką ochotę usiąść i porozmawiać z tobą o wielu sprawach. Nie o tych powyżej. O... może o filozofii ;) ? W każdym razie: trzymam za ciebie kciuki, bo przywiązałaś mnie do siebie już po pierwszej stronie.
    Zwykle dodaje link do siebie, ale pod tym postem byłoby mi głupio.
    Trzymaj się.
    Mily

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam napisać komentarz z jakimś sensem.. Napisze po prostu że ROZUMIEM CIĘ i CZEKAM na TWOJĄ historię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej kochana, mam ochotę z tobą porozmawiać i cie uściskac. Czekam na dalszą historie.

    OdpowiedzUsuń